Booking.com
Awaria statku płynącego na Antarktydę

Silver Cloud to luksusowy statek wycieczkowy, o wyporności 16800 ton, zwodowany w 1994 roku. Po 23 latach pracy, poddany został gruntownemu remontowi. W stoczni Palumbo Shipyard na Malcie całkowicie go przebudowano, adaptując do warunków jakie panują w rejonach mórz antarktycznych. Wzmocniono i ukształtowano w zmienionej formie kadłub, wyposażając go w niezbędne, nowoczesne rozwiązania techniczne – sonary, kamery termiczne i reagujące na podczerwień, ułatwiające nocną żeglugę wśród lodowych brył.

Statek na Antarktydę

Wcześniej statek mieścił 298 pasażerów. Po remoncie liczbę tę zredukowano do 254, a w rejsach polarnych – do 200. Wyremontowano wszystkie apartamenty dla gości, część z nich powiększono. Wydawało się, że statek jest w pełni przygotowany do wyruszenia w swój pierwszy rejs. Celem była Antarktyda.

Droga na Antarktydę

W połowie listopada, statek wyruszył z Buenos Aires, mając w planie zawinięcie po drodze do portów Puerto Madryn – w argentyńskiej Patagonii (znanym z bogatej przyrody) i Ushuaia - miejscowości położonej na Ziemi Ognistej, na południu Argentyny. Chętnych do udziału w rejsie nie brakowało, chociaż wyprawa nie należała do tanich. Cena biletu za 16-to dniowy rejs wynosiła 16 tysięcy dolarów od osoby. Czyli tysiąc dolarów dziennie.

Już na początku podróży pojawiły się problemy. W dniu rozpoczęcia rejsu radykalnie załamała się pogoda. Prędkość wiatru przekraczała 70 km/godzinę, a fale miały 6-8 metrów wysokości. Zmusiło to kapitana do opóźnienia wyjścia w morze z portu w Buenos Aires o jeden dzień. Pasażerowie zostali także poinformowani, że z programu rejsu wyłączono zawinięcie do portu Stanley na Falklandach. Dla wielu było to dużym rozczarowaniem, bowiem wyspy – choć turystycznie niczym nadzwyczajnym się nie wyróżniają – to cieszą się sławą pochodzącą z zupełnie innych powodów.

Po dwóch dniach, Silver Cloud dotarł do Puerto Madryn, gdzie ponownie utknął w oczekiwaniu na poprawę pogody. Adam Boczek, kapitan statku starał się wcelować w przerwę pomiędzy kolejnymi sztormami tak, aby udało się bezpiecznie przepłynąć przez, cieszącą się złą sławą, Cieśninę Drake’a.

W końcu, 20 listopada Silver Cloud wyruszył w dalszą drogę, kierując się na południe ku Antarktydzie. Ale zaledwie po kilku godzinach rejsu, właśnie wtedy, gdy dotarł do sławetnej Cieśniny Drake’a nastąpiła awaria silników. Na szczęście morze było akurat stosunkowo spokojne, w przeciwnym wypadku cała historia mogłaby przybrać o wiele bardziej dramatyczny obrót. Po godzinie, inżynierom udało się uruchomić silniki, jednak kapitan zdecydował zawrócić statek do Puerto Madryn w celu sprawdzenia czy wszystko jest w porządku. Okazało się, że nie. Niezbędna była wymiana części pompy paliwowej, na których dostarczenie trzeba byłoby czekać zbyt długo, aby rejs na Antarktydę mógł być kontynuowany.

Zarząd Silversea Expedition ogłosił komunikat: „Po długim opóźnieniu, spowodowanym niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, dotknęło nas kolejne pechowe zdarzenie. Powstała drobna awaria, którą mogliśmy usunąć w ciągu kilku dni. Uznaliśmy jednak, że trzymanie ludzi na pokładzie statku nie ma sensu. Musieliśmy zrezygnować z rejsu na Antarktydę”.

Wszystkich pasażerów zapewniono o pełnej refundacji kosztów. Oddane im zostanie nie tylko 16 tysięcy dolarów wpłacone za bilet, ale także mogą liczyć na zwrot kosztów przelotu powrotnego do Buenos Aires, a nawet portów lotniczych, z których rozpoczęli swą podróż. Firma pokryła także koszt noclegu w Buenos Aires i innych wydatków związanych z nieoczekiwanym powrotem do domu. Nie zabrakło również obietnicy specjalnych zniżek dla tych, którzy podejmą drugą próbę popłynięcia na Antarktydę.

 

The Telegraph

28 listopada 2017

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ