Barcelona ma problemy z turystami

Autobus

Barcelona. Okolice słynnego stadionu Camp Nou. W pobliżu zatrzymuje się dwupokładowy autobus, obwożących turystów po mieście. Autobus jakich wiele, znany ze wszystkich dużych miast europejskich. W pewnym momencie, zostaje otoczony przez grupę czterech zamaskowanych mężczyzn, wykrzykujących głośne hasła w nieznanym języku. Turyści przerażeni, przekonani o ataku terrorystycznym. Zdarzenie ma jednak miejsce pod koniec lipca, parę tygodni przed atakiem na La Rambli.

Barcelona przed zamachem

Opór

Mężczyźni wzięli się za przecinanie opon autobusu i, ku ogromnej uldze turystów, nie wyciągnęli żadnej broni tylko zaczęli malować graffiti. Byli to członkowie ugrupowania Arran, będącego młodzieżówką radykalnej partii CUP, dążącej do uniezależnienia się Katalonii od Hiszpanii.  Młodzi aktywiści na szybach autobusu wymalowali hasło „Turystyka zabija nasze środowisko”.

Prawdopodobnie ta sama grupa przeprowadziła dzień wcześniej inną akcję. Mieszkańców Barcelony bardzo złoszczą wszechobecni rowerzyści. Zwłaszcza jeżdżący na rowerach wypożyczonych, z których najczęściej korzystają turyści. Mają oni specjalne przywileje. Mogą spokojnie zostawiać rowery w stojakach wypożyczalni. Mieszkańcy Barcelony, korzystający z własnych rowerów, takich możliwości nie mają. W Barcelonie, w odróżnieniu na przykład od miast polskich, roweru nie można pozostawić w dowolnym miejscu. A takich, które są specjalnie do tego przeznaczone jest bardzo mało. Za przypięcie do słupa lub latarni grozi grzywna. Dzień przed zaatakowaniem autobusu ktoś poprzecinał opony w rowerach turystycznych. Akcję przebijania opon sfilmowano i zamieszczono na twitterowym koncie Arrana, z komentarzem: „mamy dość okupowania miejsc publicznych przez firmy turystyczne”.

Burmistrz

Akcja z rowerami wywołała burzę. Uznano, że partia CUP popełniła błąd, że w ten sposób zniechęca do siebie Katalończyków i oddala wizję niepodległości Katalonii. Głos zabrała także burmistrz Barcelony, 43-letnia – Ada Colau. Jej wybór w 2015 roku był sporą niespodzianką nawet jak na przywykłą do wszelkich form modernistycznego życia Barcelonę. Ada Colau jest pierwszą kobietą na tym stanowisku. Karierę zaczynała w mocno lewicowej partii Barcelona en Comu, która wyodrębniła się z organizacji wyrosłej w 2008 roku, w czasie kryzysu związanego z kredytami hipotecznymi. Rzecznik burmistrza Barcelony Ada Colau nie kryje swych mocno lewicowych i feministycznych poglądów. Wiosną reprezentowała Barcelonę na zjeździe działaczy LGBTI w Nowym Jorku. Na stanowisku rzecznika prasowego zatrudniła Águedę Banón, która swoistą sławę uzyskała po tym jak publicznie na ulicy Murcii oddawała mocz, demonstrując w ten sposób obronę praw kobiet… Prowadziła też blog, nazywany przez siebie „post-pornograficznym” lub „z pornografią alternatywną”. Tylko jego czytelnicy wiedzą co to może znaczyć… Dla Ady Colau pozasłużbowe zajęcia rzeczniczki nie mają znaczenia. Ocenia wysoko jej kompetencje.

Ada Colau uważa napływ turystów za zagrożenie i poszukuje sposobów na jego ograniczenie. W styczniu 2017 roku doprowadziła do uchwalenia moratorium na budowę hoteli i wstrzymała wydawanie licencji  nowym apartamentom. Atak na autobus jednak skrytykowała, pisząc na twitterze, że akcje przeciwko turystyce nie mogą polegać na zastraszaniu turystów. Opozycja zarzuca jej, że tweet zamieściła za późno, bo dopiero trzy dni po incydencie.

Turyści

Do Barcelony rocznie przyjeżdża 32 miliony turystów, co jest liczbą potężną, zwłaszcza w zestawieniu z 1.6 mln stałych mieszkańców. Liczbę łóżek w hotelach ocenia się na 75 tysięcy. W prywatnych apartamentach prowadzonych legalnie i udostępnianych na portalach takich jak Airbnb jest 50 tysięcy łóżek. Ponadto, dalszych 50 tysięcy udostępnianych jest turystom w sposób nierejestrowany.

Rada Miasta, w listopadzie 2016 roku zapowiedziała nałożenie kary na portale Airbnb i HomeAway w wysokości 600 tysięcy euro za oferowanie obiektów bez licencji. 3812 w Airbnb i 1744 w HomeAway. Rzecznik Airbnb wyrażając „zasmucenie”, podkreślił, że Barcelona jest pierwszym miastem na świecie, które zastosowało takie sankcje.
Ograniczenia wprowadzane przez Radę Miasta nie wszystkim się podobają, a już zwłaszcza hotelarzom. Jak twierdzą, spośród 32 milionów przyjezdnych, tylko 8 mln spędza noc w Barcelonie. Reszta to goście jednodniowi, wydający w mieście tylko grosze na jakąś pojedynczą kawę. czy piwo. A najgorsi są turyści przybywający tu licznie statkami wycieczkowymi. Nie tylko nie korzystają z noclegów, ale nawet nie chodzą do restauracji. Najadają się na statku, gdzie mają „all inclusive”, po czym idą na spacer po ulicach Barcelony.

Rosnąca liczba turystów to nie tylko zatłoczone do maksimum ulice, zwłaszcza słynna La Rambla i okolice, ale także wzrost kosztów utrzymania mieszkańców. Ceny nieruchomości poszybowały w górę, osiągając poziomy niedostępne dla Katalończyków. Swoje filie i sklepy otworzyły największe firmy wypychając z rynku konkurencję lokalną. W miejscach, gdzie kiedyś były sklepy spożywcze, apteki zielarskie, pojawiły się salony z lodami, markowe restauracje. Wszyscy nastawieni na obsługę turystów. Życie zwykłego mieszkańca staje się coraz trudniejsze.

Zamachy

Barcelona jest jednym z najliczniej odwiedzanym przez turystów miast na świecie. I takim pozostanie. Mimo planowanych ograniczeń i dodatkowych opłat (rozważane jest nawet specjalne opodatkowanie turystów wpadających tu na jeden dzień). Zainteresowania Barceloną nie powstrzymają także terroryści. Mord dokonany w połowie sierpnia wstrząsnął opinią publiczną w całej Europie. Ale szok nie trwał długo. Już następnego dnia La Rambla zaczęła się zapełniać turystami. Kilka dni później tłumy były takie jak wcześniej.

Jakkolwiek dramatycznie by to nie brzmiało, ludzie zaczęli przyzwyczajać się do zamachów. Gdy w 1997 roku, w Luksorze terroryści ostrzelali autokar z niemieckimi turystami, wstrząs był tak wielki, że przez kilka lat Egipt niemal zniknął z ofert biur podróży. Nikt nie chciał tam lecieć. Po późniejszych zamachach, okresy karencji były coraz krótsze. Teraz, wszystko wraca do normy po kilku dniach. Czasami, potrzeba tygodni, a bardzo rzadko – miesięcy.

Zamachy terrorystyczne wiążą się tematycznie z procesami migracyjnymi. Trwają zażarte dyskusje, czy otwartość na imigrację sprzyja terrorystom, czy jest dla nich bez znaczenia. Prostej zależności na pewno nie ma. Byłoby absurdem twierdzenie, że każdy przyjeżdżający muzułmanin to terrorysta lub człowiek sprzyjający terrorystom. Wśród milionów migrantów terrorystów nie ma prawie wcale. Problemem jest to, że przybysze z północnej i środkowej Afryki, zaludniając miasta europejskie tworzą zaplecze dla zamachowców. O wiele łatwiej jest ukryć przygotowania do bandyckich napadów wśród ludzi wyglądających i zachowujących się podobnie jak oni.

Barcelona-poparcie dla imigrantówDemonstracja poparcia dla imigrantów. Luty 2017   

Po zamachu w Barcelonie, odbył się wiec solidarności. Tłumy ludzi zademonstrowało jedność wobec terroryzmu, manifestując swą wolę zwycięstwa. Hasło „nie dajmy się zastraszyć!” powtarzane jest często. Wątpliwe, że takie demonstracje robią jakieś wrażenie na terrorystach. Wiosną 2017 roku ulicami Barcelony przeszła inna demonstracja. Zgromadziła, jak niektórzy twierdzą, 200-300 tysięcy ludzi. Manifestowali wtedy swą radość z przyjazdu imigrantów, gościnność i wolę otwarcia miasta dla przybyszów.

 

Jarosław Mojzych

24 sierpnia 2017

 

 

REKLAMA
Powrót do STRONY GŁÓWNEJ