Booking.com
TUI przed sądem. Skutki zamachu w Tunezji

Dochodzenie

Zachowanie policji było w najlepszym przypadku chaotyczne, w najgorszym – tchórzliwe. Takimi słowami opisał brytyjski sędzia postawę policji tunezyjskiej wobec dramatycznych i wstrząsających wydarzeń na plaży w pobliżu hotelu Marhaba, w turystycznym kurorcie Sousse, w lecie 2015 roku. W Wielkiej Brytanii toczy się w tej sprawie dochodzenie. Sześciu pracownikom ochrony postawiono zarzuty nieudzielenia pomocy zaatakowanym turystom, a władze Tunezji poinformowały, że 14 innych osób zostało aresztowanych. Rodziny ofiar zdecydowały się pozwać biuro podróży – TUI, za nieostrzeganie przed niebezpieczeństwami związanymi z wyjazdem do Tunezji.

Tunezja-hotel MarhabaHotel Imperial Marhaba w Sousse

Co zdarzyło się w czerwcu 2015?

Zamachowiec z TunezjiSeifeddine Rezgui (na zdjęciu) miał w 2015 roku 23 lata. Rok wcześniej skończył studia inżynierskie na uniwersytecie w Kairouan – jednym z najświętszych miejsc muzułmańskiego świata, w ostatnich latach coraz częściej pełniącym rolę ośrodka radykalnych grup islamskich. Z fejsbukowego profilu wynika, że Rezgui interesował się rapem i piłką nożną, był kibicem Realu Madryt. Na jego stronie znaleźć można także filmiki wideo propagujące tzw. państwo ISIS. Tunezyjskie władze informują, że Rezgui przekraczał nielegalnie granicę kraju, żeby brać udział w treningach dżihadystów w zachodniej Libii. Jego ojciec Abdul-Hakeem Regui powiedział: „islamscy ekstremiści zainfekowali mózg mego syna horrendalnymi myślami i ideami. Złamali go”.

26 czerwca 2015 roku, Seifeddine Rezgui ukrył karabin maszynowy i granaty w parasolce plażowej i pojechał na plażę. Wzdłuż brzegu dotarł do hotelu Imperial Marhaba, gdzie wyjął karabin i zaczął strzelać do leżących na leżakach turystów. Powstała panika, ludzie próbowali uciekać. Rezgui poszedł dalej. Dotarł do budynku hotelowego, gdzie kontynuował strzelanie z karabinu maszynowego. Policji nie było. Pojawili się dwaj strażnicy (żołnierze marynarki). Napastnik w jednego z nich rzucił granatem. Na szczęcie eksplozja nie nastąpiła. Strażnik ze strachu zemdlał, upuszczając na ziemię broń. Po odzyskaniu przytomności, wstał i schował się za parasolem. Drugi ze strażników szybko zdjął bluzę tak, aby nikt nie zauważył, ze jest oficerem. W tym czasie, porzucony pistolet podniósł stojący w pobliżu człowiek, na co dzień wykonujący pracę sternika łodzi turystycznej. Niestety, nie wiedział jak z niego wystrzelić.

Jednostki policyjne mogły dotrzeć do hotelu w ciągu trzech minut. Policjanci postanowili jednak najpierw wzmocnić swe uzbrojenie i zaczęli pobierać dodatkową broń. Czynność ta zajęła im 45 minut. Wcześniej w hotelu zjawiła się Gwardia Narodowa, która terrorystę zastrzeliła. Policjanci przyjechali, gdy było już po sprawie.

Seifeddine Rezgui zastrzelił 38 osób. Zdecydowana większość – 30-tu z nich to Brytyjczycy.

Po zamachu

Tunezyjski urzędnik, Lazhar Akremi, do niedawna członek rządu, minister ds. kontaktów z parlamentem, w wywiadzie dla „The Times” powiedział:  „wy straciliście 30-tu ludzi. Ale straty dla narodu tunezyjskiego są większe. Reputacja kraju jest zrujnowana, turystyka zniszczona, a ta 30-tka to też byli nasi goście”.  Porównanie problemów gospodarczych kraju ze śmiercią konkretnych ludzi, wzburzyło opinię publiczną, zwłaszcza rodziny ofiar.

Zarówno w Tunezji jak i w Wielkiej Brytanii trwa dochodzenie. W jego wyniku aresztowano 14 osób winnych zaniedbań. Brytyjski sąd postawił zarzuty sześciu innym pracownikom ochrony, stwierdzając, że nie próbowali udzielić pomocy atakowanym ludziom. Postawę policji tunezyjskiej uznano za tchórzliwą. Prowadzący sprawę sędzia orzekł, że ewentualne zwiększenie zabezpieczeń w postaci bardziej rozbudowanego monitoringu lub większej liczby nieuzbrojonych ochroniarzy (tunezyjskie prawo zabrania ochronie noszenia broni) i tak nie powstrzymałoby napastnika z kałasznikowem. Brytyjskie Foreign Office, mimo nacisków strony tunezyjskiej, podkreślającej jak bardzo wzmocniono środki ochrony, pozostaje nieprzekonane i odradza podróży do Tunezji.

Na tym etapie sprawa odpowiedzialności organizatora wyjazdu, biura podróży TUI, nie została rozstrzygnięta. Zwrócono jednak uwagę na to, że w materiałach, które otrzymali klienci nie było żadnych ostrzeżeń przestrzegających o zagrożeniach w Tunezji. Jedyna informacja związana z administracją tego kraju dotyczyła zagadnień wizowych.

Rodziny zamordowanych turystów nie mają zamiaru pogodzić się z tak lekkim podejściem biura podróży do problemów bezpieczeństwa i zdecydowały się pozwać TUI do sądu. Obowiązkiem organizatorów wyjazdów jest pełne i rzetelne informowanie o sytuacji kraju, do którego wycieczka jest organizowana. Jeśli istnieją jakieś realne zagrożenia, biuro podróży musi – i to w formie pisemnej – poinformować o nich klientów. Niedopuszczalne są próby bagatelizowania niebezpieczeństw – z czym np. w Polsce  mieliśmy do czynienia, po puczu w Turcji, kiedy to próbowano stworzyć wrażenie, ze „nic się nie stało”. W przypadku brytyjskiego TUI i wyjazdu grupy do Tunezji w 2015, nikt podobnych zarzutów nie stawia. TUI nie przekonywało klientów, że w Tunezji jest bezpiecznie i bez obaw mogą pojechać sobie tam na wypoczynek. Winą TUI ma być to, że wyraźnie nie poinformowało o czyhających zagrożeniach.

W Polsce

W czerwcowej tragedii na plaży w Sousse nie ucierpiał żaden Polak. Ale trzy miesiące wcześniej był inny zamach w Tunezji. W jej stolicy, Tunisie, terroryści ostrzelali turystów zwiedzających muzeum Bardo. Zginęły 24 osoby, w tym trójka Polaków.

Biura podróży w okresie zimowym nie organizowały wyjazdów do Tunezji. Zmieni się to w sezonie letnim. Od weekendu majowego (wyloty 27 kwietnia) rozpoczynają swe imprezy TUI Polska, Rainbow i Prima Holiday. 1 czerwca dołącza Exim Tours, a tydzień później Itaka. Na wakacje do Tunezji wybrać można się z dwóch miast w Polsce: z Warszawy i Katowic. Mimo ostrzeżeń MSZ.

KOMUNIKAT z dnia 3.8.2017
Zachowaj zwykłą ostrożność
Ostrzegamy przed podróżą
Nie podróżuj
Opuść natychmiast

Należy podkreślić, że miejscowe siły bezpieczeństwa podejmują zdecydowane działania i od 2016 roku nie doszło w Tunezji do zamachu terrorystycznego wymierzonego w turystów. Niemniej jednak, w ocenie MSZ, zagrożenie zamachami terrorystycznymi utrzymuje się na terenie całego kraju.

Stan wyjątkowy, wprowadzony po fali zamachów w 2015 roku, może być czasowo znoszony i przywracany w zależności od rozwoju sytuacji. Od dnia 3 lipca 2017 r. obszary produkcyjne, w tym posiadające instalacje przemysłową o charakterze strategicznym dla państwa oraz tereny sąsiadujące z ww. infrastrukturą zostały ogłoszone terenami zmilitaryzowanymi do czasu ustąpienia zagrożenia blokadami i strajkami okupacyjnymi. Prawo wstępu do ww. obszarów posiadają tylko osoby upoważnione. Całkowity zakaz poruszania się obowiązuje w zamkniętych strefach wojskowych.

stan na dzień: 28 września 2017

 

Źródło: The Telegraph

7 marca 2017

 

 

REKLAMA
Powrót do STRONY GŁÓWNEJ