Booking.com
Czy w Niemczech wprowadzono cenzurę internetu?
Cenzura internetu

Imigranci i uchodźcy nieprzerwanie napływają na kontynent europejski. Choć ich celem jest dotarcie do bogatych krajów zachodu Europy – przede wszystkim do Niemiec, to pierwszym przystankiem są takie kraje jak Grecja lub Włochy, gdzie przychody z turystyki są ważnym składnikiem narodowych budżetów. Imigranci lądujący na plażach, osiedlający się w pobliżu wybrzeży greckich wysp lub w dużych miastach włoskich, nie sprzyjają rozwojowi turystyki. Wiązany z ich obecnością wzrost zagrożenia terrorystycznego potęguje niepokój turystów, którzy nierzadko jadą na wakacje gdzieś indziej. Posterunki wojskowe chroniące Koloseum, czy Piazza Navona nie poprawiają wizerunku takich miejsc.

Jeszcze w 2015 roku w Niemczech panował niemal entuzjazm. Ludzie witali radosnymi okrzykami wysiadających z autobusów uchodźców. Rozdawali im wodę, częstowali jedzeniem, a dzieci dostawały pluszowe misie i cukierki. Śpiewano „Odę do radości”, której jeden z wersów brzmi „wszyscy ludzie będą braćmi”.

Ale to już historia. Dziś po entuzjazmie nie ma śladu. Co gorsza, coraz więcej ludzi, coraz głośniej i zdecydowanie zaczęło wyrażać swoje wątpliwości, a nawet niezadowolenie. Niemiecki rząd postanowił temu przeciwdziałać. Pojawiające się przejawy sprzeciwu wobec polityki „otwartych drzwi” uznał za rodzaj groźnej epidemii, którą należy zniszczyć w zarodku. Lekarstwem ma być nowowprowadzona ustawa o „mowie nienawiści”.

Każdy tekst pojawiający się na portalach społecznościowych z licznymi użytkownikami - obojętnie: Youtubie, Facebooku, Twitterze – który zostanie zgłoszony jako podejrzany o szerzenie „mowy nienawiści” musi zostać usunięty w ciągu 24 godzin (w pewnych przypadkach okres ten wydłużono do tygodnia), w przeciwnym wypadku grozi kara w wysokości do… 50(!) milionów euro. Co ciekawe, o zastosowaniu kary decydować ma nie sąd, tylko urzędnicy ministerstwa sprawiedliwości.

Wysokość grożącej kary jest miażdżąca dla wszystkich. Nawet najwięksi potentaci nie mogą jej zlekceważyć. Nie ma wątpliwości, że teraz każdy administrator, mając dobę na podjęcie decyzji, raczej „prewencyjnie” zablokuje zgłoszony komentarz, nie narażając się na konsekwencje własnej oceny, w obawie, że może ona nie uzyskać uznania komisji z ministerstwa.

Także sami internauci, świadomi skutków prawnych, dwa razy zastanowią się zanim zamieszczą krytyczne komentarze w sprawach, o których wiadomo, że są ze „szczególną troską” traktowane przez władze. Bez wątpienia jedną z tych spraw, a może nawet główną, jest temat uchodźców i imigrantów.

Przykład internetowego wpisu uznanego za „mowę nienawiści” podaje portal DoRzeczy.pl. Działaczka niemieckiej partii AfD, po tym jak policja w Kolonii na swoim koncie twitterowym zamieściła życzenia noworoczne w języku arabskim(!), napisała: „Co do diabła dzieje się w tym kraju? Dlaczego na oficjalnym koncie policji w Nadrenii Północnej-Westfalii zamieszczono tweet w języku arabskim. Uważacie, że w ten sposób uda wam się oswoić barbarzyńskie hordy muzułmanów dokonujących grupowych gwałtów?” Tweet uznano za „mowę nienawiści” i jej konto zablokowano.

Pomysły cenzurowania internetu, pod szczytnymi hasłami walki z realnym problemem jakim stają się teksty pełne agresji i wulgaryzmów,  coraz bardziej zaczynają podobać się politykom. Niedawno francuski prezydent Macron zapowiedział ustawę o walce z „fejk niusami”, która zapewne też otworzy pole do szerokiej interpretacji tego co jest słuszne, a co nie. Wkrótce mogą pojawić się naśladowcy w innych krajach, a w końcu, kto wie, ograniczanie wolności słowa w internecie stanie się „wartością europejską”, którą uznać będą musieli wszyscy członkowie „europejskiej rodziny”.

Jak podaje tygodnik „Do Rzeczy”, grupa polskich dziennikarzy podpisała list w sprawie wolności słowa w Niemczech. Oto jego pełny tekst:

Od początku 2018 roku w Niemczech obowiązuje nowe prawo, które ma rzekomo przyczynić się do walki z mową nienawiści. Zgodnie z nim, administratorzy znaczących portali społecznościowych będą musieli płacić horrendalnie wysokie kary, do 50 mln euro, za brak szybkiej reakcji na wpisy uznane za hejterskie. O tym, co jest, a co nie jest przejawem mowy nienawiści oraz o tym, czy dany wpis usunięto odpowiednio szybko, decyduje kilkudziesięcioosobowa grupa urzędników niemieckiego ministerstwa sprawiedliwości. Dodatkowo niemieckie ministerstwo sprawiedliwości umieściło na swoich stronach internetowych formularz, pozwalający na szybkie zgłoszenie przez użytkowników treści uznawanych na niepoprawne.

Stanowczo protestujemy przeciwko takim rozwiązaniom. To drastyczna forma naruszenia wolności słowa i ekspresji, niespotykana dotąd w cywilizowanych państwach. Trudno nie dostrzec, że taka forma działania – grupa podległych rządowi urzędników, którzy decydują o tym, które treści są słuszne i mają prawo nakładać wysokie kary – przypomina klasyczną instytucję cenzury represyjnej. Może ona mieć też tzw. efekt mrożący dla przebiegu debaty publicznej: wiedząc o karach, uczestnicy dyskusji będą świadomie rezygnować z wyrażania swoich myśli.

Z najwyższym niepokojem obserwujemy proces niszczenia wolności debaty publicznej w Niemczech i przyjmowanie rozwiązań typowych dla państw autorytarnych i nieliberalnych. Wolność słowa jest fundamentem i zasadą współczesnej demokracji. Jednocześnie wyrażamy solidarność z niemieckimi kolegami, dziennikarzami i blogerami, którym państwo niemieckie postanowiło odebrać prawo do swobody wyrażania myśli. Z najwyższym zdumieniem też przyjmujemy do wiadomości osobliwy fakt, że tak drastyczne i niebywałe ograniczenie wolności słowa nie spotkało się dotąd z właściwą i proporcjonalną reakcją różnych europejskich instytucji. Dlatego zachęcamy dziennikarzy i blogerów państw w całej Unii Europejskiej do wyrażenia stanowczego sprzeciwu wobec nowego niemieckiego prawa – jeśli takie rozwiązania nie spotkają się z należytym oporem świata dziennikarskiego, można się obawiać, że również inne rządy będą próbować, idąc za przykładem Niemiec, niszczyć wolność słowa.

Warszawa, 10 stycznia 2018 r.

Podpisy:
Krzysztof Skowroński, prezes SDP
Jolanta Hajdasz
Witold Gadowski
Paweł Lisicki
Tomasz Sakiewicz
Michał Karnowski
Bronisław Wildstein
Dorota Kania
Piotr Semka
Jadwiga Chmielowska
Jan Pospieszalski
Aleksandra Rybińska
Michał Rachoń
Stefan Truszczyński
Wiktor Świetlik
Rafał Ziemkiewicz
Piotr Gabryel
Mariusz Pilis
Andrzej Potocki
Andrzej Bogatko
Piotr Gociek
Łukasz Warzecha
Aleksander Wierzejski

 

Źródło: DoRzeczy.pl

11 stycznia 2018

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ















Zamknij X
REKLAMA