Gorączka Ebola w Kenii i RPA

Afrykański przemysł turystyczny w coraz większym stopniu zaczyna odczuwać skutki wywołane przez częste informacje o rozprzestrzenianiu się gorączki Ebola. Dotyczy to także krajów położonych daleko od ognisk choroby.  Trudno pokonać emocje logiką.

Turystyka stanowi jedno z głównych źródeł przychodów dla wielu krajów afrykańskich, szczególnie dla takich jak Kenia, czy Afryka Południowa, ale potencjalni goście powstrzymują się od przyjazdów na kontynent, na którym jest źródło choroby.

Nawet ludzie doskonale zdający sobie sprawę z tego jaki dystans dzieli Kenię i inne popularne turystyczne rejony kontynentu od krajów Afryki Zachodniej, dotkniętych przez Ebolę – Gwinei, Liberii i Sierra Leone, z dużą ostrożnością podchodzą do rezerwacji wakacji w Afryce.

Ebola w AfryceW ostatnich tygodniach, ta negatywna tendencja zaczęła się szybko pogłębiać. Duże brytyjskie i niemieckie firmy turystyczne, z których ruch ma kluczowe znaczenie dla turystyki afrykańskiej, nie mają wprawdzie, na razie, wielu anulacji, ale klienci, coraz częściej, wstrzymują się z potwierdzeniami, zostawiając sobie czas do namysłu. Liczba rezerwacji wyraźnie spadła.

W Nigerii, która oficjalnie jest wolna od wirusa, wypełnienie w pięciogwiazdkowych hotelach, w stolicy – Lagos, pogorszyło się drastycznie. Obecnie wynosi ono 30%, zamiast typowego o tej porze roku, poziomu 65%. Spadek zainteresowania jest jeszcze bardziej zauważalny w barach i restauracjach. Odwołano (przesunięto na późniejsze terminy) wiele konferencji, tradycyjnie odbywających się w tym mieście.

Strach przed Ebolą jest tak duży, że coraz mniej skuteczne jest przypominanie, że Afryka Południowa położona jest od Afryki Zachodniej w takiej samej odległości, jak Londyn i, że w kraju tym zanotowano mniej przypadków Eboli niż w Dallas, czy Madrycie. Logika nie odgrywa tu żadnej roli.

Turystyka jest bardzo wrażliwą formą działalności. Nikt nie jest zmuszony jechać na wakacje akurat do Afryki. Wybór jest ogromny, pojechać można do dowolnego innego kraju na świecie. Każdy ma szeroki wybór, nie wyłączając pozostania w domu.

Na razie,  ludzie wybierają oczekiwanie, przekładając podjęcie decyzji wakacyjnych na czas późniejszy. Istnieją także obawy, że strach przed podróżami może później dać się we znaki także innym kontynentom.

Jeden z hotelarzy w Kenii, prowadzący hotel Diani Sea Resort* w pobliżu Mombasy, powiedział agencji AP, że w pierwszych dwóch tygodniach sierpnia nie miał w ogóle żadnych przyjazdów turystów z zagranicy. Zauważył pewną poprawę po tym, jak Kenya Airways zdecydowały się zawiesić loty do Sierra Leone i Liberii.

W Afryce Południowej niepokój w branży pogłębia niejasność interpretacyjna komunikatów o sposobach przenoszenia choroby. Chociaż Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że ryzyko przewiezienia wirusa drogą lotniczą jest niewielkie, to British Airways, Kenya Airways i Air France, odwołały połączenia z krajami, zaatakowanymi przez Ebolę.

Problemy z Ebolą uderzyły także w firmy zajmujące się organizacją safari. Według wstępnych badań, spadek liczby rezerwacji mógł wynieść od 20-tu do nawet 70-ciu procent. Jest to duży problem dla samych parków przyrody, których istnienie opiera się na wpływach z przeprowadzanych tam safari.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleca rezygnację z wyjazdów do Liberii, Sierra Leone i Gwinei. Przed wyjazdami do innych krajów afrykańskich, ostrzeżenia nie ma (związanego z Ebolą, bo są inne, np. mówiące o zagrożeniach napadami terrorystycznymi i rabunkowymi w Kenii). MSZ poinformował także o wystąpieniu kilku przypadków choroby w Nigerii, ale nie zalecił wstrzymania się z wyjazdami do tego kraju.

 

*)Pobyt w hotelu Diani Sea Resort w Polsce oferują m.in. biura TUI i Rainbow Tours, w cenie 3000 - 4000 zł (zależnie od terminu i standardu pokoju) za tydzień w listopadzie, z „all inclusive”.

 

Historia wybuchów epidemii Eboli w Afryce

Pierwsza epidemia Eboli w Afryce zarejestrowana została 38 lat temu, kiedy to w Sudanie choroba dotknęła 284 osoby, z czego 151 zmarło. Drugi wybuch epidemii nastąpił dopiero w połowie lat 90-tych. W jego wyniku, w Kongo zmarło 250 osób.

Następne epidemie Eboli pojawiały się w latach 2000, 2003, 2007, prowadząc do śmierci setek osób. Ale żadnej z nich nie da się porównać do obecnej. Liczba ofiar sięga 5000 osób, a w samej Liberii jest ich 2458.  W Sierra Leone 1183, a w Gwinei – 843. Nigeria doświadczyła 8-miu śmiertelnych przypadków, ale sytuacja jest tam opanowana. Zgodnie z zasadami przyjętymi przez WHO, nie występowanie nowych zachorowań w okresie sześciu tygodni, oznacza uwolnienie od epidemii.

 

Wykres, przygotowany przez Centrum Kontroli i Prewencji Zachorowań WHO, pokazujący liczby śmiertelnych ofiar Eboli w Afryce, w latach 1976 - 2014:

Infographic: Africa's Ebola Epidemics Since 1976 | Statista

 

Źródła: Telegraph, Statista

20 października 2014

 

 

REKLAMA
Powrót do STRONY GŁÓWNEJ